Odnowione kamienice potrafią zachwycać detalami, ale w wielu polskich miastach wciąż widać budynki, które popadają w ruinę mimo prywatnych właścicieli. Problemem nie jest jednak brak dobrej woli, lecz gąszcz przepisów i konserwatorskich decyzji, które skutecznie potrafią zablokować jakiekolwiek prace.
Zabytkowy obiekt powinien zachować swój charakter i pierwotne walory, co wydaje się całkowicie uzasadnione. Trudności zaczynają się wtedy, gdy rygorystyczne podejście nadzoru przekreśla możliwość przeprowadzenia generalnego remontu. Właściciele często podkreślają, że ich projekty są przygotowane z poszanowaniem dawnej architektury, a mimo to najmniejsza zmiana bywa odrzucana.
Problemem jest również to, że konserwator zabytków może wymagać rewizji projektu nie tylko w zakresie dużych ingerencji, ale również szczegółów. Nawet elementy pozornie mało znaczące, jak stare okna czy detale elewacji, muszą zostać odtworzone w duchu pierwotnego projektu.
Zanim właściciel wykona choćby najmniejszą ingerencję, musi przejść przez rozbudowaną procedurę administracyjną. Zgoda konserwatora jest konieczna praktycznie na każdy krok, a jej uzyskanie wymaga przedstawienia obszernego pakietu materiałów. Architekt z odpowiednimi uprawnieniami przygotowuje projekt, do którego dołącza się dokumentację fotograficzną, opisy stanu technicznego, a czasem również analizy historyczne.
Konserwator może też zażądać dodatkowych badań, takich jak odsłonięcie starych warstw tynku czy farby, aby sprawdzić, co dokładnie należy zachować, a co można odtworzyć. Każda taka czynność wydłuża proces i generuje koszty. W efekcie zamiast szybkiego, rozsądnego remontu właściciel przez wiele miesięcy oczekuje na decyzje.
Z problemami właścicieli zabytków mierzą się również mieszkańcy Sopotu. W tej części Pomorza wiele willi i domów stoi na terenach podmokłych. W czasie intensywnych opadów fundamenty bywają regularnie zalewane.
Mimo to konserwator nie zawsze pozwala na działania, które mogłyby rozwiązać problem. Właściciele opowiadają, że w niektórych przypadkach jedynym realnym rozwiązaniem jest przeniesienie całego domu na nowe fundamenty. Dzieje się tak wtedy, gdy frontowa weranda – często kluczowy element sopockiej architektury – jest objęta ścisłą ochroną konserwatorską. Każda ingerencja w jej strukturę jest zakazana, nawet jeżeli budynek w obecnym stanie niszczeje przez wilgoć.
To właśnie te sytuacje pokazują, że konserwatorskie wymogi, choć mają chronić dziedzictwo, nie zawsze idą w parze z logiką techniczną i możliwościami finansowymi właścicieli. Koszt przeniesienia budynku może sięgać setek tysięcy złotych, co dla wielu jest barierą nie do pokonania.
W efekcie nie brakuje przypadków, w których piękne, charakterystyczne kamienice trafiają na przetargi i nikt ich nie chce kupić, mimo atrakcyjnej lokalizacji. Zainteresowani obawiają się skali prac i niepewności związanej z decyzjami osób kontrolujących budynek.
Właśnie dlatego ruiny w centrum miasta nie zawsze są wynikiem zaniedbania czy braku zainteresowania właściciela. Często to konsekwencja procedur, które sprawiają, że nawet przy najlepszych chęciach przebudowa staje się przedsięwzięciem ponad siły.